Strona poświęcona zamkowi Niesytno w Płoninie, jednemu z najpiękniejszych zabytków województwa dolnośląskiego. Kiedyś siedziba rycerzy rabusiów, następnie bogatych śląskich rodów, obecnie zapomniany, zniszczony i opuszczony wymaga zainteresowania a także ratunku. Największym brakiem poszanowania dla dorobku ludzkości, jest brak poszanowania swojej własnej historii, która rzutuje zarówno na poprzednie pokolenia, jak i na nas, „teraźniejszych”. Trudno optymistycznie patrzeć w przyszłość, widząc wokoło brak należytej troski dla starych, przesiąkniętych historią i licznymi legendami murów starego zamku. Takich miejsc z pewnością jest wiele, pośród nich swoje - zdaje się - szczególne miejsce, zajmuje zdewastowany zamek w Płoninie.

W chwili obecnej trwają na zamku prace archeologiczne i remontowe. Wraz z nowymi właścicielami pojawiła się szansa na powrót Niesytna do dawnej świetności.

aktualne wiadomości na stronie niesytno.pl

Gdzie jest kartusz ?

(…) W chwili obecnej Śląski Wojewódzki Konserwator Zabytków w Katowicach prowadzi postępowanie wyjaśniające kwestię dotyczącą przeniesienie portalu do zamku w Tarnowicach Starych. Obecnie ustaliliśmy, że właściciel zamku oprócz portalu wejściowego, który przywieziony został bez kartusza herbowego, nie posiada żadnych innych przedmiotów z zamku w Płoninie. (…)



fot. pochodzi z książki Krzysztofa Eysymontta
„Architektura renesansowych dworów na Dolnym Śląsku”


Jest to fragment odpowiedzi Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Katowicach w sprawie portalu pałacu w Płoninie.

Wynika z niej, że kartusz herbowy nie znajduje się na terenie zamku w Starych Tarnowicach, nie ma go również w Płoninie… Czy to możliwe, żeby został odkuty tylko portal, a kartusz pozostał na swoim miejscu ? A może zaginął wcześniej ? Według ustaleń legnickiego konserwatora zabytków, pana Zdzisława Kurzeji, portal został oddany do „renowacji” przez obecnego właściciela pałacu, a z pisma WUOZ w Katowicach wynika, że widocznie kartusz herbowy tej renowacji nie wymagał i pozostał na swoim miejscu. Dzisiaj w zamku go nie ma, więc co się z nim stało ? Wielce prawdopodobne jest to, że przepadł na zawsze. Należy teraz oczekiwać na ustalenia prokuratury w tej sprawie, a to z pewnością potrwa, patrząc na to jak skomplikowane stają się jej okoliczności.

15 dolnośląskich zabytków – apel do kandydatów

Autorzy Czerwonej Listy Dolnośląskich Zabytków wystosowali apel do kandydatów w wyborach samorządowych. Wśród wymienionych obiektów znalazł się zamek w Płoninie. Miejmy nadzieję, że kandydaci po wygranych wyborach dotrzymają słowa.

Szanowni Państwo,

Już wkrótce podejmiecie być może trud współtworzenia polityki Województwa Dolnośląskiego. Nasz region jest najbogatszą w zabytki krainą w Polsce (około 7 tys. zabytków nieruchomych). Niestety, niemal 25% z nich wymaga generalnego remontu bądź chyli się ku ruinie. Z tego względu, w połowie 2010 roku grupa wolontariuszy podjęła zadanie opracowania czerwonej listy dolnośląskich zabytków. Niektóre z nich – z uwagi na pogarszający się stan techniczny, niepewną przyszłość oraz wartość architektoniczną i cywilizacyjną (a potencjalnie również turystyczną) – wymagają szczególnie energicznych działań ratunkowych, renowacyjnych i inwestycyjnych. Wśród nich wymienić należy:

kościół ewangelicki w Żeliszowie, według projektu C. Langhansa;

zamek w Gościszowie;

zamek Niesytno w Płoninie;

Browar Piastowski we Wrocławiu;

domy przysłupowe w zalanej powodzią Bogatyni;

pałac w Piotrkowicach;

Fort 7 we Wrocławiu;

pałac w Kamieńcu Ząbkowickim;

Baszta Bluszczowa w Lubinie;

zamek Gryf w Proszówce;

pałac w Krzydłowicach;

Fort Gwiazda (Fort Stern) w Głogowie;

zamek Rajsko w Zapuście k. Leśnej;

Teatr im. Andreasa Gryphiusa w Głogowie

opactwo cystersów w Lubiążu.

Zwracamy się z apelem: nie pozwólcie Państwo zginąć tym zabytkom. Zróbcie co w Waszej mocy, by zachować je dla przyszłych pokoleń. Dołóżcie starań, by dzięki inwestycjom renowacyjnym w prawdziwe dolnośląskie perły, wzrastała atrakcyjność turystyczna naszego województwa.


Podpisano:

autorzy czerwonej listy dolnośląskich zabytków

Maciej Wołodko, Łukasz Wojnar

Treść apelu przesłaliśmy do czterech losowo wybranych kandydatów na radnych Sejmiku, reprezentujących komitety wyborcze największych ugrupowań reprezentowanych w obecnych władzach samorządowych. Odpowiedziało dwóch. Poniżej publikujemy nadesłane odpowiedzi.

Zachęcamy przedstawicieli innych komitetów wyborczych, do zabrania głosu w tej sprawie.

Szanowni Państwo,

Autorzy czerwonej listy dolnośląskich zabytków,


@

Moje działania w przeważającej części skierowane są na obszar związany ze służbą zdrowia. Dostrzegam jednak także potrzebę wspierania innych aktywności. Zwłaszcza tych, które wypływają z potrzeby serca. I do takiego właśnie działania bez wątpienia należy zakwalifikować tworzenie przez Państwa „Czerwonej listy dolnośląskich zabytków”. Połączenie tematów medycznych i zabytków naszego regionu może wydawać się trudne. Jednak nic bardziej mylnego. Odwiedzanie, propagowanie i poznawanie zabytków naszego województwa może odbywać się w formie warsztatów rehabilitacyjnych dla wielu grup pacjentów. To doskonała forma mądrego, efektywnego i aktywnego spędzania wolnego czasu. To także możliwość stworzenia multimedialnych obrazów dla pacjentów, którzy z powodu choroby nie będą mogli uczestniczyć bezpośrednio w rajdach rehabilitacyjnych np. ścieżką Czerwonej Listy Dolnośląskich Zabytków. To także pomysł na wykorzystanie środków unijnych aby sfinansować powstanie takich multimedialnych obrazów. W swojej pracy zawodowej uczestniczę w wielu spotkaniach z przedstawicielami świata medycyny, nauki, administracji państwowej zarówno szczebli regionalnych jak i centralnych. Organizuję także konferencje naukowo-szkoleniowe pt. „Kogo leczyć jak finansować?”. Są one kierowane do dziennikarzy, pacjentów, gości z kraju jak i licznych gości z zagranicy a także do wcześniej wymienionych środowisk. Uważam, że prezentacja zabytków np. w formie wystawy fotografii lub pokazu slajdów nie tylko podniesie atrakcyjność realizowanych prze zemnie projektów ale także pozwoli na upowszechnienie informacji o perłach architektury naszego województwa. Sądzę, że tą drogą będę mógł przyczynić się do nagłośnienia Państwa działalności i choć w niewielkim stopniu stać się ambasadorem naszego regionu.

Jeżeli moje propozycje spotkają się z Państwa akceptacją proszę o kontakt za pośrednictwem mojej strony www.piotrrykowski.pl


Z poważaniem
Piotr Rykowski
Kandydat do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego
Lista Nr 1 Miejsce Nr 5
___

Jako Radny Sejmiku Województwa Dolnośląskiego chcę zwrócić szczególną uwagę, również na sprawy zabytków Dolnego Śląska. Wymienione zabytki to perełki naszej ziemi. Jako pośrednik w obrocie nieruchomościami, wiem jak ważne są inwestycje w renowację zabytków. Przyczyniają się one do rozwoju i atrakcyjności swojej najbliższej okolicy.

Nie pozwolę zginąć zabytkom. Uważam, że należy zwiększyć poziom dofinansowania renowacji zabytków, zwiększyć efektywność pozyskiwania funduszy europejskich na ten cel i przekonać rząd do zwiększenia dotacji na ich ochronę. Ratujmy kulturę materialną na Dolnym Śląsku!

Jan Bujak

Kandydat do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego we Wrocławiu

Lista nr 12 miejsce 11
___

Przedstawiona przez Panów lista 15 zabytków jest zróżnicowana, a każdy z nich wymaga indywidualnego traktowania. Nie mam recepty na wszystkie bolączki. Pragnę jako radny Sejmiku Wojewódzkiego być wyrazicielem głosów ludzi działających dla uratowania zabytków i włączać się w ich ratowanie. Oczywiście w okresie przed wyborami wielu deklaruje zainteresowanie , a później dają przyzwolenie na wyburzenia. Wspomnę o Cukrowni Klecina, Rzeźni Miejskiej. Działania podobne do tych które w PRL-u doprowadziły do wyburzenia Młynów św. Klary na Wyspie Bielarskiej i Wyspie Słodowej. Wymienione zabytki techniki możemy oglądać niestety już tylko w „rzeczywistości” wirtualnej, a szkoda. Dobrze zagospodarowane zabytki stymulują rozwój ruchu turystycznego dają nowe miejsca pracy. Jestem działaczem PTTK, przewodnikiem turystycznym i z bólem patrzę na niszczenie wielu zabytków Dolnego Śląska.

Andrzej Kofluk
Kandydat do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego we Wrocławiu
Lista nr 5 miejsce 5
___

Witam
Wszelkie działania dotyczące renowacji zabytków, pozornie rodzą tylko wydatki. Jednak nie można przyjąć tak uproszczonego sposobu patrzenia.
Każdy odrestaurowany zabytek to potencjalna praca dla wielu ludzi. Począwszy od tych, którzy będą go restaurować, poprzez fotografa, który zrobi zdjęcie, przewoźnika, który przywiezie turystów, sklepy i hotele, skończywszy na przewodniku i sprzedawcy pamiątek. Reasumując to dobra inwestycja w przyszłość. Tendencje na rynku pracy w Europie, a my też będziemy powoli dostosowywać się do tego modelu, pokazują, że wzrasta liczba miejsc pracy w tak zwanym sektorze usług organizujących wolny czas innym pracującym. Zatem dbałość o każdy detal mogący w przyszłości dać potencjał do uruchomienia miejsca pracy, to troska, która powinna przyświecać wszystkim bez względu na przynależność partyjną. Takie jest moje stanowisko w tej sprawie – robicie Państwo dobrą robotę i na pewno będziecie w niej mieli moje wsparcie.

Gratuluję, życzę wytrwałości i pozdrawiam Wiesław Zalas

kandydat do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego w powiatach dzierżoniowskim, kłodzkim, świdnickim, wałbrzyskim i ząbkowickim

Lista nr 4 pozycja 11




Heimat rozgrabiony

Kolejny, archiwalny artykuł autorstwa Bogusława Gozmara, który ukazał się 06.2010 w tygodniku „NIE”. Mimo, że sprawa kradzieży jest obecnie wyjaśniana przez prokuraturę, to jednak temat niszczenia zabytków pozostaje aktualny.


Media, politycy oraz tzw. ludzie kultury zgodnym chórem orzekali, że kradzież napisu z bramy obozu Auschwitz to hańba narodowa i kulturowa zbrodnia. My twierdzimy, że 30 kilo żelastwa, nawet tak historycznie cennego, to pikuś w porównaniu z trwającym od lat procederem rozkradania i niszczenia naszego dziedzictwa.

Tylko w ciągu ostatnich 10 lat z obszaru tzw. Ziem Odzyskanych, czyli Polski Zachodniej i Północnej, zniknęło lub zostało zamienionych w ruinę ponad 300 obiektów zabytkowych. W odróżnieniu od oświęcimskiej tablicy – bezpowrotnie.

Po II wojnie światowej zamki, pałace i dwory na włączonych do Polski Dolnym Śląsku, ziemi lubuskiej i Pomorzu Zachodnim stały się własnością państwa. Znaczną część tych obiektów przekazano w użytkowanie lub na własność rozmaitym instytucjom, które urządziły w nich obiekty wczasowe i kolonijne lub placówki naukowe. Majątki ziemskie wraz z dawnymi siedzibami szlacheckimi zostały przejęte przez Państwowe Gospodarstwa Rolne. Niektóre zabytki zostały rozszabrowane w pierwszych powojennych latach, inne budowle ucierpiały wskutek zaniedbań, ale zdecydowana większość radziła sobie w nowych realiach. Gdy nadszedł czas transformacji ustrojowej i demontażu zdobyczy socjalizmu, obiekty zabytkowe służące do tej pory ludowi zostały w większości przejęte przez samorządy, zaś te po PGR-ach znalazły się w administracji Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, późniejszej Agencji Nieruchomości Rolnych. Uproszczona została procedura sprzedaży zabytków. Ideolodzy nowego, jedynie słusznego ustroju twierdzili bowiem, że tylko własność prywatna gwarantuje zachowanie kulturowego dziedzictwa. Gminy chętnie pozbywały się tych obiektów, bo musiały łożyć szmal na ich utrzymanie i remonty. Pod młotek zabytki szły często za bezcen, gdyż gminni rzeczoznawcy wyceniali ich wartość na podstawie cen materiałów budowlanych, a do tego nabywcy mogli liczyć na ustawowy 50-procentowy rabat. Za cenę średniej klasy używanej zachodniej bryki można było stać się panem na zamku czy właścicielem pałacu o kilkuset komnatach.

Ideologia rozminęła się z realiami. Rąsie po zabytki wyciągnęli bowiem nie koneserzy sztuki, ale często kombinatorzy lub oszołomy. Pierwsi zakładali lipne firmy, a następnie brali kredyty pod zastaw hipoteczny zabytku, aby po kilku latach zniknąć bez śladu, zostawiając bezpańską budowlę, która padała łupem złodziei, a dzieła zniszczenia dopełniały siły natury. Drugim wystarczało, że czuli się panami na włościach, choć nie mieli pomysłu i szmalu na zagospodarowanie swojej własności. Te same przepisy, które umożliwiały łatwe zbywanie zabytków przez gminy i ANR, utrudniały służbom konserwatorskim egzekwowanie ich ustawowej ochrony. Pałac w Płoninie – potężna dwuskrzydłowa budowla z wieżą – był w czasach PRL ośrodkiem kolonijnym. Gdy nastało nowe, właściciel, zakład pracy z Poznania, padł. Gmina sprzedała budowlę prywatnemu nabywcy. Ten ogrodził pałac drutem kolczastym, ale nie zadbał o właściwą ochronę. Część wyposażenia padła łupem złodziei. Wkrótce po tym, jak obiekt został ubezpieczony w dwóch firmach, w pałacu wybuchł tajemniczy pożar. Z ruin specjalistyczna ekipa złodziei wymontowała cenną renesansową kamieniarkę, w tym portale wejściowe i obramienia okienne. Czyją rezydencję zdobią te detale, nie wiadomo, bo sprawcy pozostali nieuchwytni. Jeszcze większy kompleks pałacowy w miejscowości Skała koło Lwówka Śląskiego został ograbiony w podobny sposób. Zabrano nawet masywne piaskowcowe płyty z kilku tarasów ogrodowych, do czego potrzebny był dźwig i kilka ciężarówek. To jeszcze nic, bowiem z miejscowości Dębowy Gaj znikął… cały renesansowy kamienny dwór. Zostały tylko resztki ścian. Służbom konserwatorskim udało się ustalić, gdzie znajdują się kamienne detale architektoniczne zabrane ze spalonego dworu w Maciejowcu. Zawiadomiona o tym prokuratura umorzyła jednak postępowanie, gdyż osobnik, który je wywiózł, oświadczył, iż zrobił to w dobrej wierze, aby zachować kamienie dla potomności. Właściciel pałacu w Kościelnikach, któremu obiekt skwapliwie sprzedał oddział ANR, zerwał w nim podłogi i skuł ściany, jak podejrzewa konserwator zabytków, z zamiarem poszukiwania skarbów. Sprawa trafiła nawet do sądu w Lubaniu, który postępowanie umorzył z powodu znikomej szkodliwości społecznej czynu, obciążając pozwanego jedynie kwotą 100 zł kosztów sądowych. Odpis wyroku trafił do służb konserwatorskich po terminie, w którym można było złożyć odwołanie.

Podobnych przykładów jest tyle, że można napisać opasłą księgę. Te zabytki, których właścicielami nadal są gminy, także bywają okradane, gdyż samorządom brakuje środków na ich zabezpieczenie, a policja woli ścigać złodziei samochodów, szyn i przewodów elektrycznych, bo tak łatwiej poprawić statystykę. Od kilku lat u naszych zachodnich sąsiadów stało się modne umieszczanie w ogrodach kamiennych detali architektonicznych zamiast gipsowych krasnali. W województwie dolnośląskim przez 3 lata bezkarnie grasował gang złodziei zabytkowej kamieniarki złożony z obywateli niemieckich pochodzenia tureckiego i indyjskiego oraz naszych. Ekipa, zanim wpadła, obrobiła – jak się szacuje – ok. 30 dworów, pałaców i starych cmentarzy. Niewątpliwie przyczynkiem do hańby jest stan dawnych protestanckich świątyń na terenach przyłączonych do Polski po 1945 r. Piewcom katolickości i przedmurza należy przypomnieć, że protestantyzm to także część europejskiego dziedzictwa kulturowego. Zdecydowaną większość luterańskich zborów na ziemiach zachodnich i północnych przejął na własne życzenie Kościół kat., ale najczęściej nie uczynił nic, żeby ochronić je od zagłady. Znamienny przykład to ewangelicka świątynia w Kowarach – potężna budowla mogąca pomieścić 3 tysiące osób. Dziś nie pozostało po niej śladu. W Mirsku tuż przy staromiejskim rynku straszy ruina kamiennego protestanckiego kościoła. Miejscowa władza po raz kolejny zadecydowała o obniżeniu korony murów, zanim runą ludziom na głowy. Dawny zbór w Jędrzychowie słynie z zasuszonych truposzy, które od lat miejscowa młódź sukcesywnie wydobywa z piętrowych krypt. Po rozbiciu dębowych trumien mumie służą do wymyślnych zabaw.

Osobne zagadnienie to kościoły katolickie, które, choć są obiektami kultu, nie przestały być zabytkami. Na ich właścicielach, czyli parafiach, także ciąży ustawowy obowiązek właściwej opieki. Ale to teoria. Praktycznie księża są ponad ziemskim prawem, a prokuratorzy nie decydują się na wszczynanie postępowań wobec sług bożych. Opisywaliśmy w „NIE” wiele przykładów dewastacji zabytkowych obiektów sakralnych dokonywanych przez proboszczów, a nawet biskupów, jak choćby rozszabrowanie wnętrza cennego kościoła w Zatoniu, którego wyposażenie upiększyło tworzoną siedzibę kurii biskupiej w Legnicy. Nikt też dokładnie nie wie, ile zabytków ruchomych znajduje się w kościelnych siedzibach. Niedawno na strychu kościoła Paulinów we Wrocławiu odkryto cenny nieznany obraz słynnego śląskiego malarza epoki baroku Michaela Willmanna. Uczciwy zakonnik zawiadomił służby konserwatorskie. Jego kolega po fachu, padre z Dzierżoniowa, nie miał takich skrupułów, gdy 2 lata temu skradzioną z kościoła rzeźbę Madonny wystawił na aukcji Allegro. Ten ksiądz wpadł, ale wiele innych zajumanych przez księży przedmiotów zniknęło bez śladu, bo urzędnicy Państwowej Służby Ochrony Zabytków nie są wpuszczani za kościelne progi, choć ustawa daje im takie prawo. Jeśli w tej historii jest coś pozytywnego, to fakt, że jeszcze tyle dziedzictwa pozostało do ukradnięcia dla potomnych.